Bajkowegniazdo.pl używa tzw. ciasteczek (cookies), zgodnie z polityką prywatności. akceptuję

Jutowe czary - mary

2015-09-21

 

Obiecałam Wam niedawno pokazać prosty sposób na ozdoby z worków jutowych. Najlepiej wyglądają te zrobione z orginalnych, antycznych. Takie dodatki mają charakter i tworzą w domu niepowtarzalny klimat.




Ale niestety o takie worki bardzo trudno. Jak samemu uzyskać zbliżony efekt i wyczarować dekoracyjne dodatki, np. takie:



Nie jest to zbyt skomplikowane, ale dość pracochłonne. Wymaga precyzji i cierpliwości. Podstawą jest zdobycie juty lub lnu w wybranym odcieniu oraz zaopatrzenie się w farbki do malowania na tkaninach. Takie farbki można zamówić w sieci. Nie są drogie i starczą na długo. Radziłabym nie kupować zbyt wielu odcieni, najlepiej czarny, biały i jeszcze jakiś trzeci np. brąz lub turkus. Mieszając ze sobą kolory , uzyskamy całą paletę ulubionych odcieni.
Następnie musimy zdecydować jaki wzór chcemy umieścić na tkaninie. Mogą to być pasy różnej grubości, rozmieszczone symetrycznie:



lub grafiki, od których aż roi się w sieci


.

 

Namalowanie pasów nie jest skomplikowane. Bardzo pomocna w tym jest zwykła taśma papierowa.
Ja namalowałam na grubej jucie dwa turkusowe, niezbyt grube paski. Nie starałam się pokrywać farbą zbyt dokładnie, aby uzyskać efekt sprania, postarzenia. Farba musi wyschnąć abyśmy mogli przejść do następnego etapu ( o ile oczywiście zdecydujemy, że same pasy to za mało).



Na paskach odbiłam przez czarną kalkę wybraną grafikę w stylu gotyckim (kiedyś już o niej było).

 

 

 

Trochę poprawiłam rysunek ołówkiem, gdyż był słabo widoczny na dość ciemnej jucie.

 

 

I w tym momencie zaczyna się najbardziej pracochłonny etap - za pomocą wykałaczki malujemy grafikę w wybranym przez nas kolorze. Najlepiej wyglądają napisy w kontrastowych barwach np. czarne na jasnych tkaninach lub białe na ciemnych.

 


Po wyschnięciu należy nasze dzieło utrwalić żelazkiem zgodnie z instrukcją zamieszczoną na farbce. I gotowe, przystępujemy do tworzenia, szycia np. poduszki czy bieżnika.

W moim przypadku, jak się pewnie domyślacie, jest to tapicerowanie przepięknych kształtów krzesła zakupionego jakiś czas temu na giełdzie.

 

 

Oczyszczone ze starej warstwy białej farby (celowo poprosiłam męża aby zbytnio nie przykładał się w zagłębieniach i pozostawił resztki bieli), nawoskowałam ciemnym woskiem Annie Sloan. Kolor jednak był zbyt żywy, jak na mój gust. Dlatego zdecydowałam się na delikatne muśnięcia białym woskiem. Od razu zrobiło się spokojniej i efekt mnie zadowolił.

 


Ostatnim etapem po wytapicerowaniu siedziska było zamaskowanie zszywek listwą. Ostatnim razem tak bardzo spodobało mi się wykorzystanie gwoździ - papniaków, że zdecydowałam się na nie ponownie, jednak wybrałam te z trochę większą główką. Gdyby ktoś był zainteresowany, to podpowiadam, że w Castoramie jest duży wybór czarnych gwoździków.

 


Mam nadzieję, że tym przydługawym dzisiejszym wpisem Was nie zanudziłam. Pozdrawiam Was cieplutko i do następnego razu!